Poradnik młodego pilota..... bezcenne

czwartek, 11 czerwca 2009

W życiu można robić bardzo dziwne rzeczy. Można na przykład być pianistą bez palca. Oczywiście o ile jest to palec u nogi. Można palić i się nie zaciągać, a cygara używać do rzeczy, o których nie śniło się filozofom - tak jak to robił Bill Clinton. Można kończyć zanim się zaczęło. Tu na myśl przychodzi „Endrju” 15 sekund Golota. Można o zgrozo laszować się na cessnę 152 mając wylatane 60 godzin na cessnie 150. Tu z kolei na myśl przychodzą różne niecenzuralne słowa pod adresem działu szkolenia Aeroklubu Polskiego. Można w końcu latać na kacu nie łamiąc prawa lotniczego, o czym uprzejmie informuję ULC oraz Prokuraturę Krajową. Jak to możliwe? Proszę bardzo:

-Na czym dziś latasz?

-Na KaCU.

Ten dialog, który można usłyszeć praktycznie codziennie w Aeroklubie Gdańskim, nie wskazuje bynajmniej ani na niskie morale ekipy z Pruszcza, ani nie opisuje stanu psychosomatycznego pilota wymawiającego te słowa. Kac w Pruszczu to po prostu poczciwa i mocno pogięta po jakimś wypadku cessna 152 SP KCU. Kobiety podobno dzielą się na piękne i szlachetne. Nie wiem jak dzielą się samoloty, ale gdyby SP KCU była kobietą nie zaliczałaby się do żadnej z tych kategorii. Mój kolega używa do jej opisania słowa chlewnia i coś w tym świńskim porównaniu jest, bo samolot jest zapuszczony jak bezdomny z dworca Warszawa Centralna. Aby móc doznać wątpliwej przyjemności poruszania się tym nota bene krzywo latającym samolotem (z łac. curvissimus – a nie mówiłem, że nie jest szlachetna?), trzeba według przepisów Aeroklubu Polskiego przejść dodatkowe szkolenie, nawet jeśli ktoś robił licencję PPL na C150. Na pierwszy rzut oka wymóg dość idiotyczny, bo C152 od 150 można zwyczajnie nie odróżnić.

Skoro mus to mus, cóż było robić. Chcąc spróbować czegoś "nowego" ochoczo zgłosiłem się do instruktora i zaczęliśmy laszowanie. Polega ono na wykonaniu strefy, następnie kilku wspólnych kręgów oraz kilku kręgów solo. Much ado about nothing - wiele hałasu o nic jak to przekładają na polską mowę tytuł komedii Szekspira dzielni tłumacze, albo zawracanie dupy jak to tłumaczą z kolei pijani studenci anglistyki. Bliżej mi do tych drugich.

Nie powiem abym był wielce zszokowany programem szkolenia. Raczej na myśl przyszło mi, że ktoś w Aeroklubie Polskim dostrzegł może różnice, których mi nie było dane zauważyć? Nie twierdzę, że samoloty są identyczne, ale jest to trochę tak jakby ktoś twierdził, że fakt, iż potrafisz zawiązać sznurówki w adidasach nie oznacza, że poradzisz sobie ze sznurowaniem trampka. Według mnie 30 minut czytania instrukcji byłoby zupełnie wystarczające. Inna sprawa, że na moim etapie lotniczej przygody każda dodatkowa godzina z instruktorem jest cenna, bo człowiek ma się zwyczajnie od kogo uczyć, a jako że szkolił mnie fajny instruktor, ani czasu, ani pieniędzy na pewno nie straciłem. Nie zmienia to faktu, że prywatne ośrodki, w których nie ma wymogu przeszkalania z C150 na C152 są moim zadaniem o wiele sensowniejsze niż AP w tym akurat względzie.

Na koniec zagadka. Czy wróbelek siedzi czy stoi na gałązce? Oczywiście, że stoi, bo jakby siedział, to by mu nóżki zwisały. Pewnie zapytacie jaki ten kawał ma sens? Już odpowiadam – dokładnie taki sam jak laszownie C152 z licencją zrobioną na C150.

piątek, 22 maja 2009

Czy można latać na kacu nie łamiąc prawa lotniczego? Ja tak robię, o czym uprzejmie informuję ULC oraz Prokuraturę Krajową ...

[ CD nastąpi ...a ty możesz pospekulować w komentarzach o czym będzie ten artykuł]

poniedziałek, 13 października 2008

Dzisiaj troszkę odmienny wpis, gdyż mam prośbę o pomoc przy kupnie Garmina. zdecydowałem się na model 495 i nie wiem, która wersja zawiera Polskę - Atlantic International (Europe and Africa) czy Pacific International (Asia and South Pacific).

Pytanie moż wydawać się trywialne, ale spójrzcie na mapkę w linku. Z niej wynika, że jednak Pacific, a nie Atlantic.

Ufać mapce czy opisowi?

Może ktoś już ma Garmina 495 i jest w stanie mi pomóc.

Oto link z opisem i mapka: http://www.marvgolden.com/gps/garmin495.htm

Dzięki

Przemek

poniedziałek, 09 czerwca 2008

Często na notam.pl pada słowo metafizyka i nie jest to bynajmniej przypadek. Latanie bowiem nie jest li tylko przemieszczaniem się z punktu A do B w tempie nieoferowanym przez żadne inne środki lokomocji. Awiacja daje niezrównane z niczym wrażenia estetyczne, dla których warto znosić trudy szkolenia, niemałe nakłady pieniężne i wkalkulowane w unoszenie się w przestworzach ryzyko. Nawet najstarsi stażem piloci wciąż ulegają magii widoków z szyby kokpitu. Jeśli ktoś czuje się zblazowany widokiem Ziemi z wysokości kilkuset metrów, doprawdy nie wiem co jeszcze może pobudzać jego zmysły estetyczne.

Mocne doznania estetyczne zawsze towarzyszą doznaniom duchowym, tak skonstruowany jest człowiek. Nieprzypadkowo egzystencjalistą był wybitny pisarz i lotnik Antoine de Saint-Exupery, nieprzypadkowo nasi antenaci malowali prymitywne obrazy na skałach i w jaskiniach. Siłą napędową najprostszej nawet znanej nam twórczości jest właśnie poczucie piękna. W wielu piękno wyzwala również inne uczucia, te najpiękniejsze z pogranicza metafizyki. Nic tak bowiem jak cisza, samotność i właśnie piękno nie pobudza najczulszych strun ludzkiej duszy. Szybując samotnie człowieka dopadają przeróżne myśli z pogranicza tego co poznawalne i niepoznawalne przez ludzki umysł.

W dobie gdy latanie nie było dane ludzkości ktoś powiedział, że trzema najpiękniejszymi widokami jakie może podziwiać oko ludzkie są naga kobieta, rumak w galopie i okręt pod pełnymi żaglami. W czasach lotnictwa, należy ten pogląd zrewidować dodając widok z okien samolotu. Czy nie pobudza do myślenia widok miast wyglądających jak małe plamki, jezior niczym kropel wody, oraz świadomość, że Ziemia jest małą kulką? Pytanie o nasze miejsce w takiej rzeczywistości, o naszą wyjątkowość, a zarazem małość tu i teraz, o granicę poznania, o pierwszą przyczynę, naturę piękna, sens istnienia i przemijania – wszystko to właśnie pytania, które lotnictwo przez swój metafizyczny wymiar stawia lotnikom, gdy ci tylko oderwą koła swoich maszyn od powierzchni Ziemi.

niedziela, 08 czerwca 2008

Pilot bez wora jest jak pieniądze bez wartości, kaktus bez kolców, lew bez grzywy, czek bez pokrycia, Cola bez gazu czy żółw bez skorupy. Do d*** i bez sensu. Ale po kolei.

Ślepaki są fajne szczególnie jeśli urozmaicimy je różnymi elementami. Dziś mój ostatni już lot bez widoczności został połączony z lotem nawigacyjnym, lecz zamiast żyrobusoli lecieliśmy na VOR-a. Tym sposobem doleciałem najpierw do Stegny - nadmorskiej wioseczki, a potem z powrotem do Elbląga. Nauka nawigacji za pomocą VOR'a była dla mnie novum, choć co nie co czytałem o tym, że pała ucieka i trzeba ją gonić - tak bowiem w skrócie można opisać działanie tego genialnego, aczkolwiek prostego przyrządu. Tak, VOR jest po prostu genialny i niesłychanie prosty w użyciu. niestety jest z nim jak z mięsem węża. Jeśli chcecie wiedzieć jak smakuje musicie ..... go spróbować.

VOR na pulpicie

VOR na ziemi

Otworzenie jakiejkolwiek książki kończy się zawsze tym samym: tysiącem rysunków, szkiców, słownictwo typu QDR, QDM, wskazania dyrektywne i niedyrektywne, wskaźniki FROM i TO, pała pionowa i pozioma, pokrętło OBS, czasami ILS oraz ścieżka schodzenia.... Zgroza i od razu macie nadzieję, że ktoś wam to kiedyś pokaże i praktycznie wytłumaczy, bo jak mawiało się kiedyś bez pół litra tego nie razbierjosz. Dodam od siebie, że przy pomocy niebieskiej książeczki i pół cysterny by nie pomogło.

Stara zasada mówi, że ćwiczenie czyni mistrza. Rzeczywiście, pół godziny lotu na VOR Kmiecin i kilka bezcennych wskazówek mojego instruktora, za które nie zapłacisz nawet kartą Mastercard, wystarczyło mi by pojąć o co tu biega i nawigować jak po sznurku z i do Elbląga. Zrozumienie jak działa VOR może wam uratować skórę, bo pozwala on również odnaleźć się w przestrzeni nawet w złych warunkach, a w lotach IFR na VOR'ze robimy dodatkowo łuk, holding i kilka innych manewrów niezbędnych każdemu pilotowi. Pilot bez wora to nie pilot. Polecicie, zobaczycie, zrozumiecie i przyznacie mi rację. Piszę o tym, bo wiem, że w wielu ośrodkach w Polsce VOR'a nie uczą, więc jeśli będziecie szkolić się do PPL-ki koniecznie zadbajcie o instruktaż w tej dziedzinie, bo od wora lepszy jest chyba tylko GPS.

Na koniec coś z metafizyki latania i wystarczająca przyczyna, żeby pozbyć się 20 tys PLN :)

All photos by Zbyszek Cichocki, który jako pierwszy z nas właśnie ukończył kurs PPL. Enjoy!

EEE, nie zgadza się, na mapie jest kółko a tu stoją domki

Po wylądowaniu obetnę ten słupek, zasłania tyle rzeczy


Dlaczego w Wąchocku ulice są okrągłe? Bo sołtys dostał list z pogróżkami, że go zabiją za rogiem

"W tych pięknych okolicznościach natury"

 
1 , 2