środa, 22 października 2008
Wreszcie mam potwierdzenie dopuszczenia do egzaminu praktycznego z ULC-u, zarezerwowany samolot i umówionego instruktora. Nadchodzący piątek - święta początek - mam nadzieję. Na sobotę zarezerwowałem knajpkę i zaprosiłem rodzinkę - na świętowanie. Tylko, żeby to nie była  stypa po oblanym egzaminie :) 

wtorek, 14 października 2008
 

Ostatnim akordem szkolenia PPL(A) jest egzamin wewnętrzny składający się z dwugodzinnej trasy z dwoma lądowaniami, w tym jednym na lotnisku kontrolowanym. Moja trasa wiodła po regularnym trójkącie Elbląg-Grudziądz-Gdańsk Rębiechowo-Elbląg. W tym zadaniu obok was siedzi egzaminator, którym nie może być wasz instruktor. Pan Jacenty został więc na Ziemi, a ja z innym instruktorem – Panem Andrzejem - udałem się w trasę. Zanim to jednak nastąpiło, złożyłem plan lotu do Gdańska i uzyskawszy akceptację pobiegłem do samolotu.

Warunki do latania były trudne. Słońce prost w oczy i widzialność, ujmę to eufemistycznie, dalece odbiegająca od ideału. Niezrażony jednak sytuacją leciałem w warunkach zbliżonych do IFR i szło mi zupełnie nieźle. Egzaminator sprawdzał moje postępy analizując mapę i widocznego tylko dla niego GPS-a. W takich warunkach bez większych przeszkód doleciałem do Lisich. Szybkie lądowanie, jeszcze szybszy start i skierowaliśmy się do Rębiechowa. Trasa już nie pod słońce, a i widoczność ciut lepsza. Szybko dostaliśmy się do granicy CTR-a i zanim zdołałem zgłosić chęć wejścia do przestrzeni kontrolowanej Gdańsk Wieża odezwała się do mnie głosem miłej pani kontroler.

-SP WBK proszę podaj swoją pozycję.

-Trawers Skarszew – odpowiedziałem, lot w kierunku Rębiechowa zgodnie z planem.

-Możesz kontynuować zgodnie z planem do punktu sierra, zgłoś się nad nim.

Zanim się obejrzałem z mojej lewej strony zobaczyłem Żukowo, a po prawej charakterystyczny las, za którym znajduje się punkt sierra.

-Gdańsk Wieża, SP WBK zgłaszam punkt sierra – zakomunikowałem.

-SP WBK możesz zacząć podejście, pas w użyciu 29, QNH dla Ciebie 1008, wiatr z kierunku 240 o sile 5kt, zgłoś prostą.

Ze względu na słabą widoczność pas w Rębiechowie świecił niczym choinka, co było miodem na moje serce.

-SP WBK na prostej.

-Możesz lądować usłyszałem.

-Ląduję sierra bravo kilo.

Wylądowałem jak jeleń na samym początku pasa i zacząłem spokojnie kołować przez 1,5 kilometa w kierunku zjazdu.

-SP WBK zjazd dla ciebie Charlie 1 Bravo 2, tam czeka samochód follow, zgłoś z jego widocznością.

Po 3 chyba minutach doczołgałem się do zjazdu Charlie i od razu spostrzegłem czekający na mnie żółty samochód. Zakomunikowałem, że go widzę i podążyłem jego śladem. Po chwili stałem już na płycie i wyłączałem silnik. Szybko pobiegłem do punktu odpraw załóg, uiściłem opłatę za przywilej lądowania na Lech Walesa Airport (przypomnę, że jest to całe 6,10 PLN dla uczniów aeroklubu) i usłyszałem od pana pobierającego opłaty. Oj pogoda się psuje, radzę się pośpieszyć. Pobiegłem do samolotu nałożyłem słuchawki na uszy

-Gdańsk Wieża, SP WBK gotowy na przyjęcie zgody.

-SP WBK start z pasa 29, QNH dla Ciebie 1008, wiatr z kierunku 240 o sile 5kt, widoczność 4000 metrów. Po starcie zakręt w prawo, do punktu November, nabierz do 1500 stóp.

-Pas w użyciu 29, QNH 1008, po starcie zakręt w prawo, do punktu November, 1500 stóp.

-SP WBK odczyt prawidłowy.

Zapiąłem pas i mówię po góralsku do instruktora No to jadyma.

-Gdańsk Wieża, SP WBK proszę o zgodę na uruchomienie silnika.

-SP WBK Uruchamiaj

-SP WBK kołowanie do pasa.

-Zezwalam, kołuj do punktu oczekiwania Bravo.

Przede mną kołował jakiś Niemiaszek małym odrzutowcem. Gdy ja dojechałem do punktu Bravo, Niemiaszek właśnie dokołowywał do progu pasa 29.

-SP WBK czy akceptujesz start z krzyżówki, czy potrzebujesz cały pas do startu?

-Akceptuję start z krzyżówki odpowiedziałem.

-Masz zgodę na zajęcie pasa. W tej chwili widoczność 3000m.

-Zajmuję pas powiedziałem, a pomyślałem Ups, 3 km nie przelewki i pośpiesznie dodałem w myślach God bless GPS

-SP WBK gotowy do startu.

-SP WBK zezwalam na start

Na to Niemiec nie rozumiejący naszej korespondencji, bo oczywiście rozmawialiśmy po polsku, zgłasza:

-Delta Papa Sierra November Alpha, ready to take off.

-D-PSNA Hold – mówi Pani z wieży, a Hans powtarza:

-OK I'll hold.

Jako anglista oceniam, że nasz zachodni sąsiad skumał bazę i nie zrobi nam „jesieni średniowiecza” z naszej cessenki oraz z naszych mniej szlachetnych części ciała.

Dalej nastąpiło to co tygrysy lubią najbardziej. Gaz do dechy i piękny start prosto w stratusy.

-SP WBK kontynuuj do punktu November, następnie zgłoś opuszczenie CTR-u

Oczy zwróciłem na GPS i szczęśliwie przez November doleciałem do Sopotu i wleciałem ciut nad wodę

-Gdańsk Wieża, SP WBK zgłaszam opuszczenie przestrzeni kontrolowanej

-Do widzenia, przejdź na 127,15, dziękuję.

-127,15 do miłego rzuciłem wbrew procedurom

GPS wskazywał 18 minut lotu do Elbląga i się nie mylił. Tuż przed zmrokiem moja cessna dotknęła delikatnie lotniskowej trawy i tak właśnie skończyło się moje szkolenie do licencji PPL(A). W budynku Aeroklubu jeszcze trochę papierologii, gratulacje od instruktorów i egzaminatora za udany lot i ukończenie kursu. Patetyczna chwila, coś się zaczyna, coś się kończy pomyślałem. Jeszcze tylko umówiłem wypożyczenie samolotu na egzamin, dograłem wysłanie papierów do ULC-u i teraz spokojnie czekam na telefon z Żelaznej 59 z datą egzaminu. Będę zdawał w Pruszczu, bo najbliżej, myślę, że w przeciągu 2-3 tygodni. O czym oczywiście będę informował.

Jest już blog.

Będzie też portal.

Premiera za 9 miesięcy

www.cavok.pl

poniedziałek, 13 października 2008

Dzisiaj troszkę odmienny wpis, gdyż mam prośbę o pomoc przy kupnie Garmina. zdecydowałem się na model 495 i nie wiem, która wersja zawiera Polskę - Atlantic International (Europe and Africa) czy Pacific International (Asia and South Pacific).

Pytanie moż wydawać się trywialne, ale spójrzcie na mapkę w linku. Z niej wynika, że jednak Pacific, a nie Atlantic.

Ufać mapce czy opisowi?

Może ktoś już ma Garmina 495 i jest w stanie mi pomóc.

Oto link z opisem i mapka: http://www.marvgolden.com/gps/garmin495.htm

Dzięki

Przemek

środa, 08 października 2008
 

CD części 26

Na początku wszystko wyglądało OK. Czekając w kolejce do startu, mój samolot – tym razem SP WBK (SP KBW spoczywa bowiem w pokoju) stojąc na progu pasa miarowo mielił śmigłem, a ja po raz enty sprawdzałem położenie kraniku paliwa, wskaźnik wychylenia klap, oraz temperaturę oleju. Gdy wreszcie uzyskałem zgodę na start, dałem gaz do dechy i szybko oderwałem samolot od Ziemi. Po wejściu na 1500 stóp standardowo odmeldowałem się do kwadratu i przeszedłem na Gdańsk Informację, gdzie podałem swoje zamiary lotu do Grudziądza przez Ostródę. Proszę kontynuować usłyszałem i przejść na Olsztyn Informację na trawersie Zalewa. Nie pozostało mi nic, jak trzymać kurs i spokojnie lecieć. Z każdym kilometrem na południe widoczność się pogarszała i zacząłem powoli myśleć jak szybko przejdę na lot IFR :) Na trawersie Zalewa zmieniłem częstotliwość z 127,15 na 118,775 i zawołałem Olsztyn. Odpowiedzią była cisza. Słabo widać, nikt mnie nie słyszy, ci co obstawiali przed startem czwartą opcję mogą czuć się zwycięzcami pomyślałem. Ponownie zawołałem Olsztyn i znowu nic. Dopiero nad Ostródą Pan z Olsztyn Informacji dał znak życia. Rozumiem, że jest Pan nad Ostródą? Zapytał. Właśnie wykonuję zwrot do Grudziądza potwierdziłem i odetchnąłem z ulgą, że póki co moc jest ze mną, a Ostróda pode mną – bywało bowiem, że Elbląg widziałem za ruską granicą.

Następnym zadaniem jakie sobie postawiłem w gęstniejącym dookoła mleku było zauważenie masztu w Kisielicach, który znajdował się nieopodal wyrysowanej przeze mnie kreski na mapie. Lecąc na wysokości 1500 stóp i mając przed sobą maszt o wysokości ok 1400 stóp – jakieś 30 metrów separacji pionowej – trzeba mieć się na uwadze. Jak zejdę z kursu przemknęło mi przez głowę – może być niewesoło. Sięgałem tam gdzie wzrok nie sięga i dość szybko ku swojemu zadowoleniu dostrzegłem czarny maszt wystający z białych chmur. Stratusy niziutko pomyślałem i kilka minut później minąłem przeszkodę. No to już luzik do Grudziądza powiedziałem sam do siebie i jak prorok chwilę później zobaczyłem charakterystyczne stawy i lotnisko w Lisich. Natychmiast przeszedłem na 122,80 czyli Lisie Kąty Kwadrat. Proszę o podejście prawym kręgiem do pasa 32 -usłyszałem od kierującego ruchem. Jako, że jak cyborg zakodowałem sobie podejście kręgiem lewym, trochę mnie to polecenie zbiło z pantałyku. Proszę o lewy krąg, wejście z pierwszego zakrętu zakomunikowałem i ku swojemu zadowoleniu taka zgodę uzyskałem. Po chwili zobaczyłem jak na prostej z wiatrem do pasa 32 w lewym kręgu śmiga wilga i zrozumiałem czemu proponowano mi krąg prawy, ale, że zgodę dostałem, a separacja była spora uznałem postawienie na swoim jako sukces wedle zasady kontroler jest dla pilota a nie odwrotnie. Po zrobieniu kręgu wylądowałem idealnie przy znakach i szybko skołowałem pod hangar. Wysiadłszy z samolotu stwierdziłem z niemałą satysfakcją, że i koszula i spodnie póki co suche i udałem się do pobliskiego baru na małe co nie co. Pizza i herbata kosztowały mnie całe 6 PLN. Następnie, zgodnie z procedurą bezpieczeństwa polegającą na tym, że uczeń pilot nie może rozpocząć lotu trasowego jeśli samolot nie jest zatankowany pod korek, napełniłem cessnę 25 litrami AVGAS-u i zakołowałem do progu pasa.

Zgoda na start i chwilę później leciałem w kierunku Brodnicy. Nawigacja była banalna i po niedługim czasie wykonywałem skręt w kierunku Torunia. I tu zaczął się mały dramat. Nie dość, że widoczność była niewiele lepsza niż ta panująca w łaźni parowej, to jeszcze leciałem pod słońce. Prawdę mówiąc był to praktycznie czysty ślepak, z tym, że bez specjalnych okularów na nosie. Nigdy tak pedantycznie nie wpatrywałem się w żyrobusolę i miałem nadzieję, że wiatr nie pozmieniał się od momentu kiedy dokonywałem obliczeń i że mnie zwyczajnie nie znosi z kursu. Po kilkudziesięciu minutach lotu dostrzegłem trzy kominy i biały dywan u ich stóp. Tak właśnie witał mnie Toruń. Spojrzałem na mapę Jeppesena, a tam jak byk wyrysowane są tylko 2 przeszkody terenowe. Albo mam nieaktualną mapę, albo w Toruniu się dużo buduje.

Gdy już byłem nad samym miastem spotkała mnie przyjemna niespodzianka. Nad lotniskiem była idealna widoczność! Ani grama mgły i kompletny brak chmur. Jakiś front dzielił wschodnią i zachodnią część Torunia na 2 zupełnie różne pogodowo części, a lotnisko było w tej gdzie świeciło piękne słońce. Przeszedłem na Toruń Kwadrat. W eterze cisza. Ponownie wywołałem kwadrat i nadal głucho. Trochę mnie to zdziwiło, ale cóż było robić. Skan w głowie jakie są procedury w takim przypadku i odpowiedź jasna jak słońce: muszę nadawać na ślepo. Toruń kwadrat, SP WBK, cessna 150 z widocznością lotniska, przylatuję z Brodnicy, obecnie na prostej do pasa 29, ok 2 km do progu, przelecę nad znakami, zrobię lewy krąg i mam zamiar lądować. Puściłem guzik nadawania, a tu Toruń Kwadrat SP XXX (znaków nie pamiętam) na długiej prostej do pasa 29, lądowanie z prostej bez kręgu usłyszałem zdumiony. I od razu odetchnąłem z ulgą. Procedury zadziałały bezbłędnie, moje nadawanie na ślepo jednak do kogoś dotarło, dzięki czemu wymieniliśmy z innym pilotem swoje intencje i uniknęliśmy potencjalnego dzwona. 10 minut później wylądowałem na toruńskiej trawce (betonu unikam jeśli mogę).

Szczęśliwy, że 2/3 zadania mam za sobą i głodny jak pies postanowiłem - wbrew wcześniejszym doświadczeniom uczcić dotychczasowe sukcesy nawigacyjne udając się do lotniskowego baru, w którym miałem (nie)przyjemność już raz spożywać produkty zbliżone do żywnościowych. Pomny katastrofy kulinarnej sprzed ok. 2 miesięcy postanowiłem zamówić dania pewniaki, które nie spowodują, że WC stanie się moim drugim domem na najbliższe 48 godziny. Zamówienie (wyrok) brzmiało: herbata Lipton z cytryną i zapiekanka z folii - jednym słowem wyrób przemysłowy, a nie arcydzieło rąk własnych Pań z baru. Cena: 6 PLN. Czyżby zmowa cenowa z Lisimi Kątami? Jak smakowało tym razem i czy można popsuć np. herbatę? Odpowiem kawałem:

- Janie, czy cytryna ma nóżki?
- Ależ nie, panie hrabio.
- No to chyba wycisnąłem kanarka do herbaty.

Tak właśnie smakowała ciecz za 1,5 PLN. Nota bene nie wiem czy w zapiekance też nie było kanarka, smak był bowiem mocno niezdefiniowany, a kolor podejrzanie żółtawy. Dla mnie Toruń od czasu lotów na tutejszy aerodrom i dwukrotnej wizyty w barze już nie kojarzy się z piernikami, ani z Kopernikiem, ani nawet słynną rozgłośnią radiową tylko z osobliwym smakiem produktów z lotniskowej jadłodajni.

Kilka minut po konsumpcji, zatankowałem samolot, podbiłem książkę pilota oraz zlecenie na lot i ustawiłem się do startu na kierunku 29. Wystartowałem gładziutko, lecz zamiast z prostej lecieć do Tczewa, zrobiłem wznoszenie w kręgu spoglądając jeszcze raz na aeroklubowe włości. Godzina spędzona w Toruniu zbiegła się z poprawą pogody, która jak żywo przypominała lipcowe popołudnie. Rozprężony brakiem turbulencji, termiki i wiatru oraz prostą nawigacją wzdłuż Wisły, w obliczu pięknego CAVOK-u podziwiałem widoki zza szyby i raz po raz kontaktowałem się z Gdańsk Informacją. Dostałem bowiem polecenie zgłoszenia trawersu Grudziądza, następnie zmiany QNH, potem kontaktu w punkcie zwrotnym w Tczewie. Sielanka trwała i trwała, bo odcinek z Torunia do Tczewa miałem wyliczony na 55 minut. Chłonąłem każdą sekundę tego odcinka trasy i czułem się jak król nieboskłonu. Nagle przydarzyła mi się kolejna miła niespodzianka tego dnia. Nasłuchując co w eterze mówi Gdańsk Informacja do innych pilotów, usłyszałem znajomy głos. Był to głos Pana Jacentego!!!, który śmigał gdzieś po niebie w okolicach Elbląga. Nadstawiłem ucha by zobaczyć jak mój instruktor komunikuje się przez radio i od razu poczułem, że jednak nie jestem sam w powietrzu, a gdzieś nieopodal latają bratnie dusze. Po chwili usłyszałem głos innego lotnika z Elbląga (Mikołaj pozdrawiam!), który właśnie żegnał się z Gdańskiem i przechodził na elbląskie 122,30. Powiem szczerze, że nie sądziłem, że usłyszenie znajomych głosów przez radio może spowodować taką radość. Jest to niesamowite doświadczenie gdy w otaczającej samotności zyskujemy świadomość istnienia bratnich dusz. Było to piękne ukoronowanie długiego dnia.

Nad Tczewem włączyłem VOR-a, bowiem trasa wiodła przez KMI, i choć i Nowy Dwór Gdański i Elbląg widziałem z Tczewa jak na patelni, trzymałem fason i nawigowałem wg instrumentu odpowiednio z kursami TO i FROM. W Elblągu musiałem jeszcze przedłużyć krąg - skakali bowiem spadochroniarze i byłem zmuszony odejść na bezpieczną odległość, żeby mi żaden nie przeleciał przez śmigło.

Długa prosta, klapy 10, 30 gaz 0, szybowanie, lądowanie (ups mały kangur) i wesoło toczę się pod hangar. Wymiana kilku zdań z instruktorem, który pyta jak było. Mówię, że super i adrenalina nie opuści mnie chyba do północy. Przyjmuje gratulacje, co po niektórzy pytają jaka pogoda w Rosji... a ja w znakomitym humorze udaję się do Gdyni.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17