niedziela, 11 listopada 2007

Latać czy nie latać? – oto jest pytanie. Decyzji o zostaniu pilotem liniowym nie powinieneś podejmować impulsywnie po obejrzeniu Top Guna, Katastrof lotniczych lub Aviatora, gdyż decydując się na ten krok masz przed sobą intensywną naukę (czeka Cię kilkadziesiąt egzaminów), spore wydatki (uszczuplisz swoje oszczędności o co najmniej równowartość dobrej klasy samochodu) i dokuczliwy brak czasu na inne przyjemności (minimalnie 200-godzinny nalot oznacza, że spędzisz na lotnisku przynajmniej drugie tyle godzin). A to nie wszystko. Kandydat ubiegający się o licencję turystyczną PPL(A) (twój pierwszy krok ku wielkiemu lataniu) musi mieć co najmniej 18 lat, minimalnie legitymować się wykształceniem gimnazjalnym, być niekaranym sądownie oraz mieć końskie zdrowie. I właśnie od kwestii medycznych należy zacząć swoją lotniczą przygodę.

Pewnie zrobiłoby Ci się gorąco na myśl, że po wydaniu stu tysięcy złotych i poświęceniu kilkuset godzin na naukę teorii i praktyki nie możesz kontynuować swojej przygody z prozaicznej przyczyny – nie przeszedłeś badań medycznych i nie uzyskałeś zdrowotnej kategorii pierwszej – warunku sine qua non, aby zostać pilotem wielotonowego potwora. Po tylu zmaganiach najlepiej byłoby od razu sięgnąć po ołowianą kulkę kalibru kilku milimetrów lub, pewnie taniej, dość gruby sznurek, bo frustracja z pewnością przelałaby czarę goryczy. Z tej przyczyny swoje pierwsze kroki w karierze ku zdobywaniu przestworzy skieruj do jednego z ośrodków przeprowadzających badania dla kandydatów na pilota. Do wyboru masz m.in. Medicover, LIM i WIML w Warszawie lub GOBL we Wrocławiu. Z tego kwartetu gorąco polecam stołeczny Medicover znajdujący się przy ul. 17 stycznia 39 – dosłownie 5 minut jazdy autobusem z warszawskiego Okęcia. Tu zaczną się Twoje wydatki (400-500 złotych na dobry początek), stres (jak tu się nie stresować jak zajrzą Ci w każdy najmniejszy otwór, na szczęcie za wyjątkiem tego najmniej szlachetnego, co się po łacinie rectum zowie) i miejmy nadzieję kariera pilota, jeśli po całym dniu badań (o tak!) wyjdziesz żywy z dokumentem, na którym będzie widnieć tak pożądane sformułowanie KLASA 1.

Staying alive, zupełnie jak w piosence Bee Gees to wyzwanie, któremu będziesz musiał sprostać wbrew oczywistym wysiłkom, przemiłego skądinąd personelu: na początek w laboratorium stracisz szklankę krwi i innych płynów ustrojowych, by za chwilę dostać niemałą dawkę promieni X prosto w płuca i odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Laryngolog będzie Cię ostukiwał jak jajko na miękko, co jeszcze w skorupce siedzi, za pomocą metalowego młotka, zrewiduje stan wszystkich otworów w twojej głowie - normatywnie powinieneś mieć ich pięć :) , wprowadzi Cię w wibracje i będzie zadawał skomplikowane pytania w stylu W którym uchu Panu bardziej brzęczy? Pani neurolog będzie łaskotała wszystkie twoje kończyny i uderzała cię - tym razem zdecydowanie większym młotkiem - informując z uśmiechem na ustach: To może boleć! Okulistka zbada ciśnienie w twoich gałkach ocznych (które i tak po wcześniejszych badaniach będą chciały ci wyskoczyć z orbit), każe Ci czytać szalenie interesujące przesłanie w stylu E D G A U Z z białych tablic na ścianie oraz sprawdzi twoje umiejętności matematyczne nakazując lekturę kolorowych cyfr pochowanych w jeszcze bardziej kolorowych kółkach. Suma summarum, po 40 minutach testowania, zakrapiania, naświetlania i Bóg wie co jeszcze, twoich oczu najprzydatniejszym sprzętem może okazać się biała laska za pomocą której powinieneś trafić, po uprzednim obfitym posiłku w pobliskim barze LOTka, na badanie EEG. Piece of cake, jak mawiają Anglicy, bo czymże jest włożenie twojej posmarowanej wcześniej 98% spirytusem głowy w gumowy czepek z czterdziestoma elektrodami podłączonymi do prądu 240V. Nawet niewierzący modlą się żeby nie nastąpiło przebicie. Następnie trzeba tylko spokojnie poleżeć, nie przełykając śliny, z zamkniętymi oczami (nie śpiąc) w totalnym bezruchu przez 30 minut. Oczy otwieramy na komendę a wtedy biało-czerwone światło stroboskopowe o niemałym natężeniu z odległości kilku centymetrów uzmysławia nam co widzi pijany rowerzysta z perspektywy przydrożnego rowu patrząc na policyjnego koguta. Po jakże miłym półgodzinnym seansie przyjdzie nam jeszcze tylko dmuchnąć w plastikowa rurkę (spirometria) niczym Wojski w swój róg bawoli długi, cętkowany kręty, modląc się, żeby nasze płuca wydały z siebie cały zapas ducha a nawet więcej i możemy skołatani, kierować się do dźwiękoszczelnej kabiny na ostatni etap naszej męki zwany audiogramem. Tu trzeba wykazać się słuchem zdolnym usłyszeć głosy z zaświatów a nawet dalej i cali szczęśliwi z wynikami w ręku możemy biec do lekarza orzecznika, który niczym Katon wyda wyrok. Jeśli nie brzmi on KLASA 1 odnajdź paragraf o kulce i sznurku i skończ swe cierpienie przed dokonaniem płatności. Przynajmniej non omnis omniar - nie całkiem umrzesz, bo rodzina dostanie rachunek na 400 złotych za twoje całodniowe doznania.

A tak całkiem serio badania nie są wcale takie straszne, przebiegają w profesjonalnej i szalenie miłej atmosferze. Jedynym ich minusem jest to, że trzeba na ne poświęcić cały dzień. Nawiasem mówiąc, gdy coś mi dolega, korzystam w Trójmieście z usług tylko prywatnych ośrodków zdrowia, jednakże tak miłej i sympatycznej opieki jak w warszawskim Medioverze jeszcze jak żyję nie zaznałem. Gorąco polecam!

Jeśli otrzymasz KLASĘ 1, kariera pilota liniowego zależy już tylko od twoich zdolności intelektualnych i później praktycznych – pilotażowych oraz zasobności portfela. W przypadku otrzymania KLASY 2 możesz co najwyżej latać rekreacyjnie, a w przypadku nieotrzymania żadnej z nich, musisz po prostu stanąć twarzą w twarz z niewygodną prawdą, że latanie w charakterze pilota jest niestety nie dla Ciebie. Istnieje co prawda instytucja odwołania od orzeczenia w terminie 14 dni od badania, ale cuda chyba się nie zdarzają. Pozytywnym aspektem przeprowadzenia badań na samym początku jest w razie ich nieprzejścia zaoszczędzenie czasu, pieniędzy, późniejszych frustracji i rezygnacja z pomysłu pilotowania boeingów zanim całkowicie i do szaleństwa rozpali on Twoją głowę.

A już wkrótce Jak zostać pilotem liniowym cz.2. Serdecznie zapraszam.

sobota, 10 listopada 2007

Jeśli marzysz o karierze pilota, interesuje Cię lotnictwo i masz dreszcze na widok boeingów czy airbusów - jesteś we właściwym miejscu. NOTAM.pl od zera do ATPL to strona, która może zmienić Twoje życie, więc dobrze się zastanów nad dalszą lekturą, zanim okaże się, że i w Twoim przypadku navigare necesse est.

Kilka tygodni temu zacząłem realizować jedno z największych marzeń swojego życia. W wieku 35 lat postanowiłem sprzedać swoją firmę i zostać pilotem liniowym. Cel bardzo ambitny, tym bardzej, że pragnę go zrealizować do końca 2008 roku. Niespełna półtora miesiąca temu zapisałem się na kurs teoretyczny do PPL(A) - pierwszej licencji samolotowej, a już dwa tygodnie temu odbyłem pierwsze loty jako uczeń adept. Maszyna - Cessna 150 - co prawda nie przypomina Boeinga, aczkolwiek wrażenia po pierwszych minutach lotu w charakterze pilota były piorunujące! Wierzę, że przy odrobinie determinacji, za rok zmienię kabinę małej Cessny na coś znacznie większego. Po wnikliwej analizie wymagań, ktore trzeba spełnić stawiam orzechy przeciw złotu, że swego dopnę. Jeśli i Ty marzysz o tym, żeby pewnego pięknego dnia rozpocząć lot nie od lektury gazety a od słów Ladies and Gentlemen, this is your captain speaking, po prostu czytaj NOTAM.pl 0d zera do ATPL.

Już jutro odcinek pierwszy moich zmagań czyli first things first, oraz praktyczny poradnik od czego zacząć przygodę z lataniem.

1 ... 16 , 17