Blog > Komentarze do wpisu

Jak zostać pilotem liniowym cz.32 - czyli jak teoretycznego ATPL-a robiłem cz.2

Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Ugryzły mnie dwa psy.
- A szczepione były?
- Tak, dupami.
  

Bingo, zgadliście. Kolejnym przedmiotem na kursie ATPL była łączność.

Mao Tse Tung dał narodowi chińskiemu czerwoną książeczkę, nasz wykładowca swoją niebieską uszczęśliwia od kilku lat adeptów latania w Polsce. Zajęcia z łączności z naszym polskim guru składały się głównie z ćwiczenia frazeologii w języku angielskim i miały wymiar czysto praktyczny. W ich trakcie odbywaliśmy wirtualne loty na wybranych przez wykładowcę trasach. Najpierw na ścianie pojawiała się karta lotniska (np. Düsseldorf) i po kolei ćwiczyliśmy co i w jakiej kolejności pilot powinien powiedzieć (np. Düsseldorf Tower SP ABC ready to copy clearance, request start-up, request pushback, request taxi, holding short runway 21, ready for departure, taking off, airborne runway heading, itd). Potem pojawiał się SID i kontynuowaliśmy wycieczkę, następnie mapa trasowa, STAR,karta lotniska, a my cały czas wesoło gawędziliśmy w języku przypominającym angielski. Na koniec byliśmy tak wprawni, że poziom naszej maestrii w komunikacji lotniczej może oddać tylko ten dowcip:

W pociągu, w jednym przedziale jadą Indianin i kowboj.

Kowboj pali fajkę i puszcza kółka z dymu. Nagle odzywa się Indianin:
- Jeszcze jedno słowo a dostaniesz w pysk!!!

Można by pomyśleć, że jako anglista setnie nudziłem się na tych zajęciach, a było wręcz przeciwnie. Pokazały one przede wszystkim jak często i dużo musi się pilot „nagadać” podczas niewinnie wyglądającego 1,5 godzinnego lotu. Na trasie z Düsseldorfu do Berlina należało się odezwać grubo ponad 50 razy. Sic!

Procedury (operational procedures) na papierze wydawały się nieciekawym przedmiotem opartym na JARach OPSach, a w rzeczywistości okazały się prawdziwym przebojem kursu, głównie ze względu na wykładowcę - cpt. Ireneusza Puchałę. Przedmiot na pierwszy rzut oka niepozorny, okazał się być prawdziwą kobyłą. Cóż w lotnictwie nie jest proceduralne? Proceduralna jest i ilość i rodzaj gaśnic, łomów, siekier, megafonów, kamizelek, tratw ratunkowych oraz masek tlenowych na pokładzie samolotu. Procedura opisuje rodzaje i kolor płynów odladzających, hydraulicznych, do spryskiwaczy, do WC, itd. Nie omija architektury lotniskowej, kolorów i rodzaju oświetlenia pasów i samolotu, dyktuje minima podejścia, prędkości, separacje, mówi nawet o tym jak proceduralnie zrobić ... hm ... siusiu podczas lotu w załodze wieloosobowej. Dzięki procedurom dowiadujemy się również jaka jest przepisowa wysokość liter na ogonie, a jaka na burcie samolotu, jak w razie nagłej potrzeby samolot rozcinać i jak takie miejsca zaznaczyć. Wiemy jak tankować samolot, jak musi być skonstruowany zamek do drzwi cockpitu, jak zrzucać paliwo, jak wodować, jak odzywać się do pasażerów, co im mówić i w jakiej kolejności, jaki jest niezbędny zapas bezpieczników na pokładzie samolotu, itd, itp. Przedmiot jest tak olbrzymi, a przepisy tak rozbudowane, że jak mawiali Amerykanie bez pół litra nie razbierjosz. Jak ktoś dobrze nie wykuje setek przepisów, wyjątków i liczb, to na egzaminie w ULCu będzie jak wykładowca z poniższego kawału:

Na zajęciach z balistyki major oblicza wartość sinusa kąta nachylenia działa, otrzymując wynik 2.5.

Zaintrygowany szeregowy, wiedząc, że wartość sinusa waha się w przedziale od + do - 1 protestuje. Major po krótkim namyśle odpowiada:

-Sinus kąta w warunkach bojowych osiąga wyższe wartości.

CDN

poniedziałek, 27 lipca 2009, e-notam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: