Blog > Komentarze do wpisu

Jak zostać pilotem liniowym cz. 31 - czyli jak teoretycznego ATPL-a robiłem cz.1

Po wiedzę z zakresu ATPL udałem się do najbliżej położonego od Trójmiasta ośrodka lotniczego XXX (nazwy nie podaję, bo za reklamę trzeba płacić :) a w razie krytyki nikt się nie obrazi) i swojego wyboru nie żałuję. Infrastruktura bardzo przyzwoita, fajny hotel na terenie ośrodka, w pobliskim miasteczku sympatyczne knajpki, tanie wino, ogólnie atmosfera i do nauki i do imprezowania idealna. Ale zanim przejdę do sedna opowiem na rozgrzewkę stary góralski kawał, który znakomicie pasuje do dzisiejszego artykułu.

Rozmawia baca z bacą:

-Słysałem panocku, ze wy mądre jesteście. Powiedźcie ino co było pierwse: jajo cy kura?

Na to drugi baca, zamyśla się na dłuższą chwilę, drapie się po głowie i mówi:

-Oj widzę baco, że wyście tu po wpierdol a nie naukę przyszli.

Początek kursu ATPL, w którym miałem przyjemność uczestniczyć od razu przywiódł mi na myśl ten właśnie dowcip. Szef ośrodka, zwany tudzież ojcem dyrektorem, na powitanie postraszył nas, że i chodzić na wykłady będzie trzeba, i uczyć się należy, a co więcej będą i egzaminy i prace domowe, a poprawki niezaliczonego materiału będą płatne. Na dodatek co godzina na wykładzie pojawi się lista obecności. Na salę padł blady strach, że przelewek nie będzie i chyba trzeba zakasać rękawy i poważnie podejśc do tematu. Mistrz Hitchcock lepiej by tego początku nie wyreżyserował. Dalej dowiedzieliśmy się, że o ile jeszcze rok wczesniej kurs ATPL mial formę wykladów, to edycja zima wiosna 2008/2009 będzie stała pod znakiem egzaminów, pisania ponad 50 prac, tak, że każdy z nas stanie się prawie pełnowartościowym pisarzem. Jako, że zapisując się na kurs jechałem do XXX, w odróżnieniu od bacy, po naukę, wizja studiowania 14 tomów Jeppesena oraz chodzenia na lekcje jak uczniak w liceum jawiła mi się raczej jako przyjemność niż obowiązek i muszę przyznać, że z większości wykładów wychodziłem podbudowany sensowną wiedzą i pozytywną energią, że oto właśnie poznaję arkania latania przez duże L. Nauki było rzeczywiście sporo, bo przeskok między teorią PPL i ATPL jest ogromny.

Kurs zaczął się od Air Law czyli prawa lotniczego i od razu bez ogródek powiem, że zarówno na ATPL-u i PPL-u prowadzący zarżnęli przedmiot cytując paragrafy i opowiadając o swoich przypadkach, tudzież katastrofach lotniczych spowodowanych nieprzestrzeganiem zasad, co skutecznie pozwalało mi i innym kursantom myśleć o niebieskich migdałach, gdyż prawie wszystkie opowiastki pochodziły z programu Katastrofy lotnicze z National Geographic, które to wszyscy na kursie już kiedyś oglądali. Jednakże rozgrzeszam dobrodusznie wykładowcę, bo to chyba dość niewdzięczny przedmiot do prowadzenia, szczególnie jak się nie lata samemu w liniach. Tu do głowy przychodzi mi inny stary kawał:

Na akademii medycznej profesor przeprowadza egzamin ustny z anatomii. Studenci zdają dwójkami. Parę zdających stanowią chłopak i dziewczyna. Profesor zadaje pytanie: Czy w penisie jest kość?

- Nie - odpowiada student.

- Tak - odpowiada studentka

Na to profesor: Pan zdał a Pani się zdawało.

Podobnie było z naszym wykładowcą od prawka. Zdawało mu sie, że wykłada i że my go pilnie słuchamy. Późniejsza lektura Air Law Jepessena uświadomiła mi jak dużo materiału trzeba zapamiętać. Szczególnie dużo do nauki jest zagadnień związanych z separacjami (pionowymi, pozimymi, względem różnych pomocy nawigacynych takich jak np. NDB czy VOR, przy różnych prędkościach, przy tych samych prędkościach, na różnych klasach samolotów, w różnych klasach przestrzeni powietrznej, na różnych FL,  oraz w szczególnych miejscach takich jak np. MNPS), odpowiedzialnością dowódcy statku powietrznego, prędkościami i widzialnościami w różnych przestrzeniach, oraz wymaganiami licencyjnymi na poszczególne uprawnienia. Na PPL-ce więcej uwagi przykładano do historii prawa lotniczego, ze szczególnym naciskiem na konwencje, daty i różne organizacje i ich struktury. Moim skromnym zdaniem prawo na ATPL-u ma wymiar czysto praktyczny, a na PPLu była duża domieszka aspektów historycznych. Tak czy inaczej przeskok w tej dziedzinie jest ogromny, a nauki potworna ilość.

Dużo mniejszy szok przeżywamy podczas wykładów z Human Performance – (Człowiek i możliwości). Zarówno na PPL-u i ATPL-u miałem szczęście, bo przedmiot prowadzili lekarze, więc poziom nauczania był wyśmienity. W odróżnieniu od PPL, w programie ATPL bardzo rozwinięty jest aspekt psychologiczny latania. Dużo uwagi poświęca się stresowi, tak żeby pilot umiał go właściwie kontrolować np: przez powtarzanie  w sytuacji alarmowej zdania: Chcę umrzeć spokojnie, we śnie - tak jak mój dziadek, a nie wrzeszcząc z przerażenia tak jak jego pasażerowie. Sporo uwagi i czasu poświęciliśmy na omawianie różnego typu schorzeń i chorób. Z pytań z sali mozna było wywnioskować, że najbardziej typową chorobą dla zawodu pilota jest kiła, AIDS (hiv, hiv, hurra) tudzież alkoholizm i inne uzależnienia :) Chłopaki wykazaywali niebywałą chęć poznawczą tych zagadnień wychodząc pewnie z założenia, że lepiej być słynnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem, że kość nie byłaby taką złą rzeczą i szkoda, że to student miał rację. Nie wiem co mówi doświadczenie i jaka dolegliwość najczęściej nęka pilotów, jednakże bazy egzaminacyjne ze szczególnym umiłowaniem traktują hypoksję i hiperwentylację - pojawia się w nich dziesiątki pytań o te właśnie przypadłości. Jakby komputer dobrze losował pytania w ULC-u, to znając tylko te dwa zagadnienia można by było zdać ten przedmiot z notą powyżej 90%.

CDN 

środa, 22 lipca 2009, e-notam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: woolfy, *.gdynia.mm.pl
2009/07/25 00:31:13
No w końcu, a już myślałem że blog zamarł...
I co czasy studenckie się przypomniały ? :)
-
2009/07/25 09:00:47
ja się czuję jak wieczny student cały czas:)
-
Gość: gosc, *.anonymouse.org
2009/07/25 16:21:07
Co do miejsca XXX to swego czasu pana Jerzego K. nazywaliśmy bakterią. Jest strasznie podobny do takiej złośliwej bakterii z filmu "Było sobie życie". Ojciec Tadeusz musi być od niedawna. Pozdrawiam
-
Gość: , 91.215.32.*
2009/07/25 21:54:10
witam, chciałbym się spytac czy wykłady do ATPL jak i egzamin państwowy są po polsku czy angielsku?

pozdrawiam
-
Gość: gość, *.dynamic.gprs.plus.pl
2009/07/25 23:16:05
Wykłady zwykle po polsku, książki Jeppesena po angielsku, a egzamin do wyboru (jeśli wybierzesz po polsku, to dostajesz także wersję angielską do porównania)
-
Gość: AgentDołu, *.chello.pl
2009/12/02 01:32:53
Blisko Trójmiasta, blisko miasteczko z fajną atmosferą, czyżby całe A1, potem kawałek DK1, most na wiśle i w prawo? :)
-
Gość: dece, *.chello.pl
2009/12/19 00:32:28
A ja mam pytanie, czy jest roznica jak zdaje ATPL po angielsku, a jak z polskim podgladem? Jesli jest, to jaka? Chodzi mi oczywiscie o przepisy, czy ma to jakieś znaczenie. Z gory dzięki za odpowiedzi.